Artyści, których warto posłuchać na Next Fest 2025

Hej Maturzyści! Nie chcielibyście spędzić swoich ostatnich chwil przed egzaminem dojrzałości na koncertach? Niebawem startuje Next Fest 2025!

Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami muzycznego eventu przygotowałem dla Was krótkie zestawienie artystów, których warto będzie posłuchać na festiwalu. Oto mój mały poradnik Next Fest 2025!


Bibobit


Jazz to dla Daniela Moszczyńskiego i jego ekipy tylko punkt startowy – z tego klasycznego gruntu wyrasta pełna energii mieszanka stylów, w której nie brakuje rapu, funku, a nawet elektroniki. Brzmi szalenie? I dobrze! Bo właśnie ta bezkompromisowa żonglerka gatunkami zyskała im uznanie nie tylko w branży, ale i wśród fanów. Grali przed Corym Henrym, Richardem Boną, Hypnotic Brass Ensemble, pojawili się też na dużych festiwalach – jak Orange Warsaw czy Pol’and’Rock. Ich muzyka? Autentyczna, chwytliwa i z charakterem. A to dopiero rozbieg – druga płyta już w drodze, a po świetnie przyjętym Podróżniku apetyt jest spory.


Franek Warzywa i Młody Budda


Frank Drażba i Adam Kiepuszewski to duet, który od 2021 roku robi sporo zamieszania – i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Na scenie szaleją, w studiu mieszają style bez zahamowań: od hyperpopu i jazzu, przez post-punk, aż po techno. Do tego dorzucają sporo humoru i… poważniejsze wątki. Bo między żartem a beatem potrafią przemycić coś o zdrowiu, edukacji, a nawet o kosmitach. Ich pierwsza EP-ka, Wykopki, narobiła szumu – zwłaszcza numer Święto Ziemniaka, który zrobił furorę w sieci. Teraz wracają z Komputer EP, gdzie biorą pod lupę nasze relacje z technologią. Oczywiście w swoim stylu: dziwnie, błyskotliwie i totalnie nieprzewidywalnie.


asthma


asthma to nie tylko raper – to całe zjawisko. Mateusz Wardyński działa na przecięciu muzyki, performance’u i sceny, a granice między gatunkami traktuje jak sugestie, nie zasady. Wjechał na scenę jak burza i szybko zrobiło się o nim głośno – ale nie dlatego, że wpisuje się w jakieś schematy, tylko wręcz przeciwnie. Styl? Eklektyczny. Flow? Nieprzewidywalne. Vibe? Własny. Rap to dla niego tylko start – potem skręca gdzie chce: w stronę eksperymentu, emocji, czasem aktorstwa. Zauważyli go nie byle kto – w CV ma już wspólne numery z KRS-One, 1988 czy Rosalie. A teraz? Nadchodzi trzeci album. I można się spodziewać wszystkiego, poza nudą.


Alicja


Alicja Szemplińska ma dopiero 23 lata (w kwietniu dobija do tego numeru), ale już sporo zamieszała – wygrała The Voice of Poland, zgarnęła Szansę na sukces i była gotowa na Eurowizję 2020. Rok temu wypuściła debiutancki album nie wracam i od tego momentu jest tylko lepiej. Jej głos? Totalna petarda – głęboki, poruszający, z tych, które zapamiętuje się na długo. A do tego technika, wyobraźnia i pokora do roboty, której mogłoby jej pozazdrościć wielu. Alicja dopiero się rozkręca, ale już teraz widać, że może nie tylko grać w pierwszej lidze polskiego popu, ale wręcz wyznaczać kierunek, gdzie ta liga zmierza.

Rzuć okiem: Alicja – nie wracam – recenzja płyty


Julia Rocka


Julia Rocka to totalny luz w czystej postaci. Ma 25 lat, a już kręci miliony wyświetleń, śpiewając tak, jakby robiła to od zawsze i bez cienia wysiłku. Pop? Jasne, ale po swojemu. Bierze z niego, co chce – trochę błysku, trochę buntu, trochę szczerości – i układa wszystko według własnych zasad. Jest wokalistką, aktorką, tekściarką, kompozytorką – i żadna z tych ról jej nie ogranicza. Ma w sobie coś, czego się nie da nauczyć: wyczucie, charakter i totalny brak spiny. Julia nie musi nikogo udawać ani się dopasowywać – i właśnie dlatego tak mocno wybija się z tłumu. Dokładnie takich artystek potrzeba: odważnych, wyrazistych i robiących wszystko po swojemu.


Ofelia


Ofelia, czyli Iga Krefft, może i dała się poznać szerokiej publiczności przez ekran, ale to muzyka od zawsze gra u niej pierwsze skrzypce. Jej brzmienie? Alternatywny pop z domieszką elektroniki, podlany melancholią i podszyty poezją. Debiutowała w 2019 roku płytą „Ofelia” i od razu było jasne, że to nie kolejna wokalistka, a osobny świat – wrażliwy, estetyczny, emocjonalny. Z każdą kolejną premierą tylko to potwierdzała, budując swoją pozycję na scenie alternatywnej. Współprace? Były – z Tymkiem, Karasiem i Roguckim, z zespołem Noże. Ale ostatnio postawiła wszystko na jedną kartę i wypuściła „CRUSH” – pierwszy projekt, który zrobiła totalnie po swojemu. I to się czuje.


Zdunekk


Zdunekk, czyli Natalia Zdunek, dopiero co wskoczyła na scenę, a już robi hałas. I nie bez powodu. Jej styl to naturalna mieszanka rapu i śpiewu – bez spiny, z lekkością i totalną pewnością siebie. Zwrotki rzuca z pazurem, refreny bujają jak trzeba. Nic dziwnego, że wpadła w oko ekipie 2115 i znalazła się w projekcie Pepsi x 2115 – Risk Takers. Spotify? TikTok? Lecą liczby. A gościnne zwrotki tylko potwierdzają, że jest rozchwytywana. Teraz siedzi nad swoim własnym materiałem i szykuje coś, co ma pokazać, że to dopiero początek. Jeśli jeszcze nie masz jej w radarze – czas to zmienić. Ta ksywa szybko się zadomowi na scenie.

Rzuć okiem: Rap Generation – recenzja 1. edycji programu. Chaotyczne święto rapu


Zuzanna Malisz


Zuzanna Malisz mówi, że śpiewa tylko smutne popowe kawałki – ale robi to tak, że trudno się od nich oderwać. Jej głos ma w sobie ciepło, lekki mat i coś, co od razu trafia prosto w środek. Zaczynała w rodzinnej ekipie – z ojcem i bratem tworzyli folkowy skład, który z czasem przekształcił się w coś bardziej osobistego: indie pop z nutą americany. Zuzanna to jedna z tych artystek, które nie muszą się wydzierać, żeby było głośno. Jej barwa, delikatna maniera i umiejętność pisania chwytliwych, ale emocjonalnych piosenek dają jej coś, czego nie da się podrobić.


Mlecze


Mlecze to zespół, który brzmi jak leniwe popołudnie w czerwcu. Ich numery? Miękkie, nostalgiczne, trochę słodkie, trochę smutne – idealne, żeby się na chwilę zatrzymać. Trochę indie, trochę bedroom pop, dużo przestrzeni i luzu. Nie silą się na wielkie gesty, po prostu robią swoje – z wyczuciem i sercem. Jeśli masz na playliście Men I Trust, Phoebe Bridgers albo Alice Phoebe Lou, to spokojnie – Mlecze odnajdą się tam jak w domu. A to dopiero początek: w czerwcu wrzucają swój pierwszy album. I serio – to będzie piękne.


Dureń


Dureń to taki typ, co pisze, jakby miał duszę starszą niż metryka. Mówi prosto, ale trafia w punkt. W jego piosenkach siedzi nostalgia, trochę goryczy, trochę ciepła – i zero udawania. Krakowski chłopak, co miesza alternatywę z popem i z tego miksu buduje małe historie. Osobiste, czasem niepokojąco znajome. Od jakiegoś czasu wrzuca single – współpracował m.in. z Patrickiem The Panem i oysterboyem, więc wiesz, że jest klimat. Słowa błyszczą, ale nie świecą tandetą. Muzyka płynie, ale nie przelatuje bokiem. W tym roku wychodzi jego pierwszy album – pod skrzydłami Niebieskiego Labelu. Warto być przy tym, zanim zrobi się o nim głośno.


https://linktr.ee/flowpop

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *