Po czterech częściach Johna Wicka trudno było przewidzieć, w jakim kierunku może dalej zmierzać ta brutalna, stylowa franczyza. Próba rozbudowy uniwersum poprzez serial The Continental okazała się – delikatnie mówiąc – kontrowersyjna. Na szczęście filmowy spin-off zatytułowany Ballerina, mimo niepozornego tytułu, pozytywnie zaskakuje i przywraca nadzieję, że świat stworzony przez Chada Stahelskiego i Keanu Reevesa wciąż ma wiele do zaoferowania.
W centrum opowieści znajduje się Eve – młoda kobieta o mrocznej przeszłości i wyjątkowych umiejętnościach. Jej dzieciństwo zostało brutalnie przerwane przez atak, w którym zginął ojciec. Osierocona dziewczyna trafia pod opiekę Ruska Roma – znanej już z poprzednich filmów, surowej organizacji szkolącej zabójców w rytmie baletu i huku wystrzałów. W roli mentorki ponownie pojawia się Angelica Huston jako charyzmatyczna Dyrektorka.
Dorastająca Eve nie ma złudzeń – jej celem jest odnalezienie i wyeliminowanie osób odpowiedzialnych za śmierć ojca. Na jej drodze staje tajemniczy kult dowodzony przez bezwzględnego Kanclerza, granego przez znakomitego Gabriela Byrne’a. Tak rozpoczyna się krwawa odyseja przez mroczny świat, gdzie każdy cień może okazać się zasadzką, a każda walka – być ostatnią.
Ballerina nie sili się na wielowarstwową narrację – i dobrze. Wierność stylowi Johna Wicka przejawia się w efektownych, pieczołowicie zrealizowanych scenach walki. Reżyser Len Wiseman może nie dorównuje precyzji Stahelskiego, ale potrafi zainscenizować chaos z odpowiednią dozą gracji.
Rzuć okiem: Grzesznicy – recenzja filmu. Proszę o jeden dzień wolności

Przemoc przybiera tu momentami groteskową, wręcz kreskówkową formę – ale nigdy nie traci energii. Walka na łyżwach, rzucanie talerzami, pojedynek z użyciem miotacza ognia – Ballerina wciąga nie tylko intensywnością, ale również pomysłowością. Przerysowana brutalność staje się tu pełnoprawnym językiem opowieści – równie ważnym jak dialogi.
Ana de Armas przekonuje jako zimna, zdeterminowana wojowniczka. Jej postać nie mówi wiele, ale nadrabia wszystko fizycznością. Eve nie przypomina klona Johna Wicka – walczy instynktownie, chaotycznie, z użyciem noży, katan i wszystkiego, co wpadnie jej w ręce. Co istotne, nie jest niezniszczalna – odnosi rany, bywa powalana, ale zawsze wraca do walki. To czyni ją bardziej ludzką, a przez to wiarygodną.
Fanów serii ucieszy powrót znajomych postaci: Winstona i Charona. Pojawia się również sam John Wick – i nie jest to jedynie ukłon w stronę fanów, lecz integralny element fabuły, który dodaje spójności całemu uniwersum.
Z nowości wyróżnia się Norman Reedus jako tajemniczy zabójca oraz Catalina Sandino Moreno w roli lojalnej wyznawczyni kultu. Największe wrażenie robi jednak Gabriel Byrne – lodowaty, niemal rytualny w swoim okrucieństwie, przypominający fanatycznych liderów sekt.
Świat przedstawiony w Ballerinie jest znajomy, ale nieco mniej intrygujący niż ten z głównej serii. Niektóre elementy – jak kult zabójców z czeskiej wioski – wydają się bardziej niesamowicie świeże. Mimo to tworzą spójne tło dla opowieści o zemście, która konsekwentnie idzie swoją drogą.



Dodaj komentarz