Po długim okresie opóźnień i wątpliwości, Ironheart wreszcie zadebiutowała na Disney+. I choć wielu skreśliło ten projekt jeszcze przed premierą, serial zaskakuje – momentami pozytywnie, a w finałowych odcinkach wręcz… naprawdę mocno.
Pierwszy odcinek nie zachwyca. Chaotyczna struktura, przegadane dialogi i brak wyraźnego tonu sprawiają, że start serialu wydaje się wymuszony. Ale już od drugiego epizodu tempo się wyrównuje, postaci ożywają, a historia zaczyna nabierać sensu. Po trudnym początku tempo stabilizuje się, a serial nie popada ani w nudę, ani w przesadny patos. Widać tu próbę znalezienia własnego tonu – i często się to udaje.
To właśnie ta przemiana sprawia, że Ironheart warto dać drugą szansę. Serial dojrzewa w trakcie – zarówno pod względem narracyjnym, jak i emocjonalnym. W centrum opowieści stoi Riri Williams – młoda wynalazczyni zmagająca się nie tylko z technologicznymi wyzwaniami, ale przede wszystkim z osobistą stratą i dorastaniem do roli bohaterki.
Na szczęście Ironheart nie próbuje kopiować historii Tony’ego Starka. Owszem, pojawiają się odniesienia do dziedzictwa Iron Mana, ale świat Riri to zupełnie inna rzeczywistość – bliższa miejskim dramatom niż kosmicznym inwazjom.
Rzuć okiem: X-Men ’97 – recenzja serialu. Nostalgia bait, tylko że nie

Zamiast błyszczących zbroi i wielkich idei mamy surowszy, bardziej przyziemny obraz superbohaterstwa. Dużym atutem jest wątek relacji Riri z Natalie – sztuczną inteligencją opartą na jej zmarłej przyjaciółce. To nie tylko technologiczna ciekawostka, ale też prawdziwa emocjonalna oś serialu.
Pod względem wizualnym Ironheart nie próbuje konkurować z kinowymi blockbusterami Marvela – i dobrze. Sceny akcji są dynamiczne, choć raczej kameralne. Efekty bywają nierówne, ale serial nadrabia wyczuciem stylu i momentami autorską reżyserią.
Największą siłą serialu jest jej końcówka. Ostatni odcinek to emocjonalna kulminacja i zarazem chwila, w której serial podnosi poprzeczkę. Pojawiają się większe pytania – o granice między magią a technologią, o odpowiedzialność i sens bycia bohaterem. Szkoda tylko, że zakończenie zostaje otwarte. Marvel jak zwykle zostawia widzów w zawieszeniu, nie zdradzając, czy historia Riri będzie kontynuowana.



Dodaj komentarz