Z jednej strony Selena Gomez, była gwiazda Disneya, a dziś światowa ikona popkultury. Wciąż pozostaje jedną z najbardziej wpływowych kobiet w show-biznesie. Z drugiej Benny Blanco, amerykański producent i autor hitów dla Maroon 5, Eda Sheerana czy Keshy. To nadal jeden z najważniejszych twórców współczesnej muzyki. Gdy w grudniu ogłosili zaręczyny, mało kto spodziewał się, że przed ślubem będą mieli pierwsze dziecko – album I Said I Love You First.
Patrząc na to z boku, I Said I Love You First mogło okazać się kolejnym przesłodzonym, celebryckim projektem, pełnym przesadnie wygładzonych brzmień. Pierwszy singiel, Call Me When You Break Up, zdawał się potwierdzać te obawy – utwór był przewidywalny i sztucznie radosny. Nie pomaga również samo otwarcie albumu, gdzie Gomez przez 44 sekundy dziękuje wzruszonym głosem wszystkim, którzy byli dla niej jak rodzina. Jednak gdy przesłucha się całość, okazuje się, że ten album ma w sobie coś więcej – spójność, emocjonalną szczerość i starannie dopracowaną produkcję.
Album trwa zaledwie 35 minut, dzięki czemu nie nuży. Strukturalnie jest niczym muzyczny pamiętnik Gomez – zaczyna się od złamanego serca i toksycznego związku, by stopniowo przechodzić przez szczęśliwą miłość, refleksję nad dawną rywalką, a kończyć się otwartym wyznaniem uczuć.
Rzuć okiem: Iniko – The Awakening – recenzja albumu
Muzycznie I Said I Love You First to mieszanka melancholijnego yacht-popu z Los Angeles i różnorodnych brzmień. Są tu subtelne pianinowe ballady, jakYounger and Hotter Than Me, będące gorzkim komentarzem na temat byłego partnera i jego upodobań. Znajdą się latynoskie rytmy w I Can’t Get Enough z J Balvinem i Tainym. Usłyszymy typowe popowe brzmienia w Ojos Tristes, a także pełne namiętności, klubowe melodie na Bluest Flame. Album zamyka akustyczna, pełna emocji ballada Scared of Loving You. Siłą tej płyty jest naturalny, niemal konwersacyjny styl Gomez. Nigdy nie była wokalną diwą, ale zawsze potrafiła opowiadać historie – i tutaj robi to znakomicie. W szczególności w Don’t Take It Personally, gdzie śpiewa z porażającym dystansem i humorem.
Choć najnowszy album Seleny i Bennyego to klimatyczna układanka, niestety niesie ze sobą poczucie wymuszonej produkcji. Od pierwszych chwil słychać, że Gomez zwyczajnie nie przejmuje się i nawet się nie stara, żeby wypaść pozytywnie. Ot prosta zabawa w studiu ze swoim narzeczonym. Oczywiście jest to związane zapewne z samym faktem, że artystka nigdy się nie przejmowała swoją karierą muzyczną. Ba, można zakładać, że wkrótce ona zostanie ostatecznie zamknięta. Na szczęście I Said I Love You First nadal jest najlepszym, co spotkało muzyczną historię Seleny.



Dodaj komentarz