Treasure Hunter Simulator (Switch) – recenzja gry. Tak sobie chodzę i kopię, chodzę i kopię

Grę do recenzji przekazał nam dystrybutor, Ultimate Games, za co bardzo dziękujemy. Nie miało to wpływu na końcową ocenę produkcji. 

Symulatory w ostatnich latach mają się świetnie. Już nie tylko możemy jeździć potężnym osiemnastokołowcem, ale też myć rzeczy myjką ciśnieniową, składać komputery i dealować narkotykami.  Czemu więc nie poszukać skarbów w Treasure Hunter Simulator?

Trzeba przyznać, że tytuł. choć mało wyrafinowany, zamyka w sobie całą esencję gry. To jest dosłownie symulator poszukiwacza skarbów, z wszystkimi tego hobby przywarami i zaletami. Siłą rzeczy nie będzie też to zbyt długa recenzja, bo też nie ma za bardzo o czym pisać. Cała zabawa sprowadza się do jeżdżenia od lokacji do lokacji, przyjmowania zleceń i chodzenia z wykrywaczem.

Treasure Hunter Simulator nie jest specjalnie angażującą grą i chciałbym, żeby to dobrze wybrzmiało na wstępie. Dla mnie dobre (i wyżej) gry to takie, przy których spędziłem długie godziny bo chciałem, a tutaj… no do pewnego momentu było fajnie. Z czasem jednak poczułem, ze gram, bo muszę napisać tę recenzję, a to już prosta droga do zniechęcenia i frustracji. No i jest to też trochę case THS właśnie. To nie jest zła gra, ale ma najgorszą możliwą cechę – po czasie zwyczajnie nudzi.

treasure hunter
Pierwsza lokacja w grze // fot. Nintendo.com

Początek przygody jest całkiem fajny. Tu jakiś pomnik, tam armata – zwiedzamy sobie pole dawnej bitwy, co jakiś czas gra zapiszczy i wtedy trzeba sięgnąć po wykrywacz. Przybliżanie się do celu sygnalizuje zwiększona częstotliwość pikania, aż wykrywacz nie rozbłyśnie zielenią. Wtedy należy sięgnąć po łopatę i wydobyć „skarb”. W następnym kroku przyjdzie jeszcze go oczyścić, zidentyfikować i oczywiście dokonać oceny stanu i wycenić wartość. I tak raz za razem. Pochodzić, popikać, wykopać, pochodzić, popikać, wykopać. Ptaszki ćwierkają, jest chilloucik, ogólnie przyjemnie i milusio. Potem kolejna mapa, znowu chodzimy, kopiemy, słonko świeci, fajnie jest. Aż po raz 2137 nie wykopie się igły, zawleczki od puszki czy karabińczyka. Już w tym momencie gra zaczyna, niestety frustrować.

Rzuć okiem: Tempest Rising – recenzja gry

Ja wiem, że to ma być symulator, a w rzeczywistym świecie nie zawsze trafia się na warte tysiące dolarów skarby, ale ostatecznie to wciąż gra. Początkowa ekscytacja nie będzie trwała wiecznie, zwłaszcza jeśli większość wykopanych elementów to zwykłe śmieci, które nie miały właściwie prawa znaleźć się pod powierzchnią dość głęboko, żeby konieczne było rycie takich dziur. Dalej niestety już w większości tak to wygląda. Dreptanie po całej lokacji, krok po kroku szukanie jakiegokolwiek „prawdziwego” skarbu, czegoś więcej niż łuska bo naboju. To po prostu żmudny i do tego nieco drewniany grind w ładnych sceneriach.

Fajnie że jest cały tryb kariery poszukiwacza skarbów, z przyjmowaniem zleceń, lataniem po świecie itp., niestety to ostatecznie nie zmienia absolutnie nic. Niezależnie od lokacji rozgrywka wygląda tak samo, animacje wyglądają tak samo, różni się tylko scenografia. Jeżeli ktoś szuka relaksu w powtarzalności, to Treasure Hunter Simulator jest idealnie skrojony dla niego. Bo to momentami jest naprawdę przyjemne i relaksujące. Pod warunkiem że w małych dawkach i nie za często. Mam poczucie, graniczące z pewnością, że spacer po lesie, nawet bez wykrywacza, dla wielu osób będzie jednak lepszą zabawą i relaksem.

Co do samego Switcha, to nie ma się za bardzo czego czepiać, gra chodzi raczej nieźle. Może kilka razy zdarzył się mały spadek klatek, ale ogółem jest wszystko w porządku. Nie przekonuje mnie interfejs i sterowanie „myszką”, ale to akurat kazus wielu portów.


https://linktr.ee/flowpop

Źródło głównej grafiki: Ultimate Games

Treasure Hunter Simulator – recenzja gry

Treasure Hunter Simulator – recenzja gry
5 10 0 1
Treasure Hunter Simulator to zdecydowanie tytuł, który może komuś przynieść sporo zabawy, relaksu i ukojenia. Może też przynieść frustrację i znużenie i ten wariant wydaje się jednak bardziej prawdopodobny. Rozumiem, że ktoś może się przy tym dobrze bawić, jak ja przez pierwsze pół godziny. No, może nawet godzinę. Trochę wątpię, że po kilku godzinach nadal ktokolwiek odczuwa frajdę z robienia tego samego raz za razem.
Treasure Hunter Simulator to zdecydowanie tytuł, który może komuś przynieść sporo zabawy, relaksu i ukojenia. Może też przynieść frustrację i znużenie i ten wariant wydaje się jednak bardziej prawdopodobny. Rozumiem, że ktoś może się przy tym dobrze bawić, jak ja przez pierwsze pół godziny. No, może nawet godzinę. Trochę wątpię, że po kilku godzinach nadal ktokolwiek odczuwa frajdę z robienia tego samego raz za razem.
5/10
Total Score

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *