Seria WWE 2K miała swoje wzloty i upadki, ale każda nowa odsłona budzi nadzieję na ulepszenia i świeże podejście do rozgrywki. WWE 2K25 obiecywało znaczące zmiany: nowe animacje, dodatkowe mechaniki i wizualne ulepszenia. Czy udało się spełnić te obietnice?
Najważniejszym elementem kampanii fabularnej jest tryb Showcase, który tym razem skupia się na jednej z najpotężniejszych frakcji w historii WWE – The Bloodline. Roman Reigns, The Rock, Solo Sikoa i Jacob Fatu odgrywają kluczową rolę w historii, a sam tryb wprowadza pewną nowość – możliwość zmiany wyników walk. To ciekawe rozwiązanie, które pozwala na alternatywne scenariusze, ale niestety nie wpływa na dalsze konsekwencje fabularne. Niestety też w porównaniu do poprzednich edycji sposób narracji wypada dosyć blado, jest mało angażujący. Aż chciałoby się wrócić do historii Reya Misterio, czy Johna Ceny.
Pod względem samej walki WWE 2K25 przynosi kilka istotnych zmian. Powraca Chain Wrestling, który dodaje głębi starciom technicznym, a także wprowadzono intergender matches, czyli możliwość walki między zawodnikami i zawodniczkami. To szczególnie przydatne w trybie Universe, gdzie gracze mogą kreować własne historie i mistrzostwa.

Tym razem twórcy wskoczyli na wyższy poziom pod względem technicznym. Sterowanie jest bardziej responsywne niż w poprzednich edycjach, a animacje wyglądają zdecydowanie lepiej niż w WWE 2K24. Jednak nie obyło się bez potknięć – niektóre postacie wciąż mają przestarzałe wejścia, a muzyka nie zawsze odpowiada aktualnym motywom zawodników. Jednak ten problem nie wynika z niedbalstwa 2K, a zwyczajnie praw autorskich. Ciężko więc potraktować to jako spory minus, skoro takie EA FC, co roku traci jakąś licencję i nikomu po premierze to nie przeszkadza.
Tryb MyRise, czyli historia naszego własnego wrestlera, ponownie pozwala na wybory, które wpływają na narrację. W WWE 2K25 wprowadzono opcję humorystycznego podejścia do fabuły, co dodaje trochę luzu do typowego wrestlingowego dramatu. Niestety, kluczowe momenty historii pozostają niezmienne, co ogranicza poczucie pełnej swobody. Też postawienie na wątek buntu NXT jest ciekawym follow-upem do pierwszej generacji tejże federacji. Fajnie w tym miejscu historia zatacza krąg i dla młodszych fanów wrestlingu przeżyć taką historię osobiście może być ciekawym doświadczeniem.
Rzuć okiem: Split Fiction – recenzja gry. Jednak da się zrobić coś kreatywnego
Największą nowością jest tryb The Island, przypominający The City z NBA 2K. To miejsce, gdzie gracze mogą eksplorować, odblokowywać zawartość i rywalizować z innymi online. Niestety, wokół tej nowości unosi się duch pay-to-win – rozwój postaci oraz odblokowanie kosmetycznych przedmiotów wymaga waluty VC, co może zniechęcać graczy niechcących wydawać dodatkowych pieniędzy. Dodatkowo brak tutaj elementów, za które można cenić w koszykarskiej serii. Ja wchodząc na Wyspę oczekiwałem, że dostanę niemalże to samo, a jednak WWE 2K25 ma sporo uciętej zawartości. Taka siłownia, która stanowi fajny minigrowy dodatek do rozgrywki, byłaby świetnym dodatkiem do sportu wymagającego sporej krzepy i pracy fizycznej.
Tryb Universe w WWE 2K25 daje jeszcze więcej możliwości personalizacji. Dodano nowe typy walk, np. Bloodline Rules Match, a także funkcję planowania prom dla zawodników. Natomiast MyGM umożliwia teraz rywalizację online, co dodaje trybowi więcej emocji, choć nadal pozostaje on niszową atrakcją dla fanów zarządzania zapleczem wrestlingowego biznesu.



Dodaj komentarz